Przeszedł Polskę wzdłuż południka. 565 kilometrów z Poznania na oba krańce kraju
565 kilometrów piechotą, dwa etapy, stolica Wielkopolski w środku trasy – Grzegorz Dąbrowski, mieszkaniec Poznania, dołączył do elitarnego grona osób, które przeszły Polskę wzdłuż, trzymając się jednego południka. Swoją wędrówkę zaczął i zakończył w domu – dosłownie od progu mieszkania.
Dwa etapy, jeden cel – 565 kilometrów na piechotę
Grzegorz Dąbrowski podzielił swoją wyprawę na dwie osobne części, obie startujące z Poznania. W marcu, gdy nocą wciąż panowały przymrozki, ruszył na północ i pokonał 279 kilometrów. – Rano robiłem pajacyki, by się rozgrzać – wspomina. W lipcu wrócił, by pójść na południe – tym razem 286 kilometrów. Łącznie 565 kilometrów wzdłuż południka 16.55 E, na którym leży jego poznański dom.
Wędrówka miała symboliczny wymiar: każdy etap zaczynał się i kończył w tym samym punkcie. – Wyszedłem przez próg i już byłem na szlaku – opisuje podróżnik. Poniższe zestawienie pokazuje szczegóły obu odcinków:
| Etap | Kierunek | Dystans | Pora roku |
|---|---|---|---|
| 1 | Północ | 279 km | Marzec (przymrozki) |
| 2 | Południe | 286 km | Lipiec (upały i burze) |
Plecak, packraft i bezinteresowna pomoc obcych
Podróżnik zabrał ze sobą plecak ważący ponad 20 kilogramów. Na północnym odcinku spakował nie tylko namiot, ale i packraft – dmuchany ponton z wiosłem. – Zatrzymywałem się, dmuchałem i przepływałem rzeki czy jeziora bez szukania mostów albo obejść – wyjaśnia. Na południu napotkał jednak dwie przeszkody nie do pokonania własnym sprzętem: Wartę o szerokości 60 metrów i Odrę mierzącą w tym miejscu 100 metrów.
Wartę pomógł mu przeprawić przyjaciel, który przyjechał z pontonem. Przeprawa przez Odrę była jeszcze bardziej niezwykła. – Zadzwoniłem do wrocławskiego spływu kajakowego, powiedziałem co i jak, bez problemu zgodzili się pomóc. Docieram do Odry, dzwonię, czekam na jakiś kajak, a to podpływa stateczek, który mnie komfortowo przeprawia – relacjonuje. Na pytanie o cenę usłyszał, że za darmo. – Ktoś stracił pewnie ze 4-5 godzin z dnia, wydał na paliwo i jeszcze tego dnia we Wrocławiu była olbrzymia burza, a chmury wisiały zbierając się na kolejną i ktoś zupełnie obcy pomógł za darmo, dodatkowo ryzykując z powodu niepewnej pogody. Wspaniale – dodaje.
Nie raz zdarza mi się dostać obiad, nocleg, czy nawet ludzie proponują pieniądze, albo inną pomoc, o którą wcale nie proszę. To jest naprawdę wzruszające.
Grzegorz Dąbrowski
Burza pod dębami i błoto po kostki – najtrudniejsze chwile
Na trasie wędrowiec przedzierał się przez krzaki, mokradła, walczył z komarami, muszkami i kleszczami. Najbardziej dała mu się we znaki kapryśna pogoda, zwłaszcza burze, które sprawiały, że jego namiot dosłownie pływał. Najgorsze doświadczenie przeżył na południowym etapie.
– Raz znalazłem polankę na wzniesieniu, pod dębami (a że nazywam się Dąbrowski, to czuję się jak w domu). Naprzeciwko piękny widok, ciepło, przyjemnie. Zasypiam z uśmiechem. Około 4.00 budzi mnie burza – opowiada. Gdy piorun uderzył tuż obok namiotu, ogarnął go strach. – Serce wali! Strach się wkrada w myśli, ręce się pocą – przyznaje. Po chwili jednak zmienił perspektywę: – Myślę sobie, jest burza, grzmot może we mnie uderzyć, czy przewrócić na namiot drzewo w każdej chwili. Nie ma znaczenia, czy będę się bał, czy nie, to nic nie zmieni. I oto strach mija, pojawia się nawet uśmiech.
– Przygoda! Tego szukam w podróżach i raz jest to dobra niespodzianka, raz zła. Rano ruszyłem w strugach deszczu, przeszedłem mini potoczek, który rozlał się na całą drogę, wody ponad kostki, także kolejne kilometry przez las z hektolitrami błotnistej mazi w butach. Ale w sercu radość! Na szlaku jestem wolny jak nigdzie w życiu. Kocham! – kończy swoją relację.
Plany na przyszłość: Polska wszerz – i znów przez Poznań
Grzegorz Dąbrowski nie zamierza spocząć na laurach. Ju teraz planuje kolejne wyzwanie – przejście Polski wszerz. Oczywiście trasa znów ma przebiegać przez Poznań. – Może pójdę za miesiąc, może zimą dla odmiany, albo później. Zobaczymy. Życie wędrowca, który nic nie musi, a wszystko może, jest wspaniałe – mówi z uśmiechem.
Dla mieszkańców Poznania historia Grzegorza to nie tylko powód do dumy, ale też inspiracja, by spojrzeć na swoje miasto jak na środek świata. Wędrówka wzdłuż południka pokazuje, że nawet z pozoru zwykła ulica może stać się początkiem wielkiej przygody. Jego przykład udowadnia, że wytrwałość i otwartość na pomoc innych potrafią przenieść człowieka z jednego krańca Polski na drugi.
Informacje pochodzą z rozmowy z Grzegorzem Dąbrowskim.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!