Lech Poznań roztrwonił trzybramkową zaliczkę. Dramat w rewanżu z Aarhus
Lech Poznań odpadł z eliminacji Ligi Mistrzów w najbardziej bolesny z możliwych sposobów – po rzutach karnych, mimo że jeszcze w 95. minucie dogrywki prowadził w dwumeczu i był o krok od awansu. Na stadionie przy ulicy Bułgarskiej kibice przeżyli prawdziwy rollercoaster emocji, który zakończył się ogromnym rozczarowaniem.
Od spokoju do dramatu – przebieg rewanżu
Mistrzowie Polski przyjechali do Poznania z Danii z zaliczką 4:1. Wydawało się, że strata nawet dwóch bramek nie zaszkodzi, a awans jest formalnością. Początek meczu potwierdzał te przypuszczenia – Lech stworzył kilka groźnych sytuacji, a sędzia początkowo podyktował rzut karny dla gospodarzy po zagraniu ręką. Po analizie VAR decyzja została jednak cofnięta i jedenastka przepadła.
Goście objęli prowadzenie w 32. minucie. Tobias Bech wykorzystał błąd przy wyprowadzaniu piłki i skierował ją do siatki. Do przerwy Aarhus wygrywał 1:0, ale w całym dwumeczu wciąż to Lech był na prowadzeniu. W drugiej połowie sytuacja gwałtownie się skomplikowała – w 55. minucie Kristian Arnstad trafił z rzutu karnego na 2:0. Chwilę później Frederik Tingager w 75. minucie doprowadził do wyniku 3:0, wyrównując stan dwumeczu na 4:4. Trzybramkowa przewaga przywieziona z Danii przestała istnieć.
Dogrywka i rzuty karne – emocje do samego końca
Po regulaminowym czasie gry był remis, więc konieczna stała się dogrywka. W 95. minucie Filip Jagiełło dobił strzał odbity przez bramkarza i zdobył gola na 1:3. Radość na trybunach była ogromna – Lech ponownie prowadził w dwumeczu i wydawało się, że awans jest przesądzony. Jednak kilka minut później Tomas Kristjansson skutecznie wykończył akcję gości i ustalił wynik meczu na 1:4. Po 120 minutach nadal był remis, więc o wszystkim musiały zadecydować rzuty karne.
W serii jedenastek zimniejszą głowę zachowali piłkarze z Danii. Bramkarz Aarhus obronił dwa strzały zawodników Lecha, a goście wykorzystali swoje próby, zapewniając sobie awans do trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Dla poznaniaków to jeden z najbardziej bolesnych wieczorów w ostatnich latach – przystępowali do rewanżu z ogromną zaliczką, grali przed własną publicznością, a w dogrywce mieli awans w swoich rękach.
Dlaczego ta porażka boli podwójnie i co dalej?
Dla lokalnej społeczności porażka Lecha to nie tylko sportowe rozczarowanie. Klub z Poznania od lat buduje swoją markę na arenie międzynarodowej, a awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów byłby ogromnym sukcesem finansowym i prestiżowym. Strata tak dużej przewagi, dodatkowo na własnym stadionie, pokazuje, jak cienka jest granica między triumfem a klęską w europejskich pucharach. Kibice czują gniew i niedosyt, ale też pojawia się pytanie o psychikę zespołu i umiejętność zarządzania takimi meczami.
Dla Lecha Poznań pozostaje teraz walka o awans do Ligi Europy lub Ligi Konferencji – choć to słabsze rozgrywki, wciąż dają szansę na grę z europejskimi rywalami. Klub musi przeanalizować, co poszło nie tak, i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Najbliższe dni pokażą, czy zespół zdoła się podnieść po tym ciosie i walczyć dalej w innych rozgrywkach. Źródłem informacji jest oficjalna relacja z meczu na Bułgarskiej.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!