Kontrowersje wokół likwidacji przejść na Baraniaka. Radni chcą fotoradaru zamiast kasowania zebr
Na poznańskiej ulicy Baraniaka ma zniknąć aż siedem przejść dla pieszych, a konkretnie dwa z nich – te bez sygnalizacji świetlnej. Decyzja miasta, która ma poprawić bezpieczeństwo po tragicznym wypadku, w którym zginęła 32-letnia kobieta, budzi jednak ogromne emocje. Rada Osiedla Rataje mówi wprost: to nie przejścia są problemem, tylko zbyt szybka jazda kierowców.
Śmiertelny wypadek, który zmienił dyskusję o bezpieczeństwie
Do tragedii doszło w maju ubiegłego roku na przejściu dla pieszych w rejonie Hotelu Park. Potrącona przez Toyotę kobieta nie przeżyła. To wydarzenie stało się punktem zwrotnym w debacie o bezpieczeństwie na jednej z głównych arterii Poznania, którą codziennie pokonują tysiące kierowców i pieszymi.
Mieszkańcy Rataj i osiedlowi radni od lat wskazywali to miejsce jako wyjątkowo niebezpieczne. Po tragedii ich głos stał się jeszcze bardziej słyszalny, a miasto zapowiedziało walkę o zmiany. Teraz okazuje się, że proponowane rozwiązanie nie wszystkim przypadło do gustu.
Miasto likwiduje, radni protestują. Chodzi o sygnalizację i fotoradar
Zgodnie z zapowiedziami, w nocy z czwartku na piątek z ul. Baraniaka znikną dwa przejścia dla pieszych, które nie mają sygnalizacji świetlnej. To właśnie na jednym z nich doszło do śmiertelnego potrącenia. Miasto argumentuje, że skoro w pobliżu znajdują się alternatywne, bezpieczniejsze przejścia, to utrzymywanie tych bez świateł jest nieuzasadnione.
Rada Osiedla Rataje jest jednak innego zdania. Jej przewodniczący, Krzysztof Skrzypczak, podkreśla, że sednem problemu jest nadmierna prędkość kierowców, a nie sama obecność przejść. Władze osiedla proponują zamiast likwidacji – montaż sygnalizacji świetlnej lub fotoradaru.
Na takich ulicach nie może być przejść bez sygnalizacji. Ponoszenie kosztów na przejściu, które obecnie posiada swoje alternatywy na tym etapie, może być nieracjonalne. Ten ruch rozkłada się na wszystkie cztery, ale te dwa są najbardziej niebezpieczne z uwagi na brak sygnalizacji. Dlatego te dwa przejścia przewidujemy do usunięcia.
Michał Geszka, zastępca Miejskiego Inżyniera Ruchu
Co dalej z bezpieczeństwem na Baraniaka? Plany miasta
Mieszkańcy od lat alarmują, że kierowcy na Baraniaka jeżdżą zbyt szybko. Miasto zapowiada, że to się zmieni. W planach jest ograniczenie prędkości do 50 km/h na całej długości ulicy. To jednak nie wszystko – w przyszłości mają powstać dwa dodatkowe przejścia dla pieszych, ale już z sygnalizacją świetlną.
Na razie jednak kierowcy i piesi muszą przygotować się na zmiany, które wejdą w życie już w najbliższych dniach. Znikną dwa przejścia, a piesi będą musieli korzystać z pozostałych pięciu, z czego trzy wyposażone są w sygnalizację. To rozwiązanie ma być tymczasowe, ale budzi spore kontrowersje wśród lokalnej społeczności.
Dlaczego ta decyzja jest ważna dla mieszkańców?
Ulica Baraniaka to nie tylko arteria samochodowa, ale też ważny szlak dla pieszych, zwłaszcza w sezonie, gdy spacerowicze udają się nad Jezioro Maltańskie. Decyzja o likwidacji przejść dotknie bezpośrednio tysiące osób, które codziennie pokonują tę ulicę. Z jednej strony miasto chce zwiększyć bezpieczeństwo, z drugiej – mieszkańcy obawiają się, że utrudni im to codzienne funkcjonowanie i zmusi do nadkładania drogi.
Spór między radą osiedla a miejskimi urzędnikami pokazuje, jak trudne są decyzje dotyczące bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Ostateczny głos w tej sprawie będą mieli jednak piesi i kierowcy, którzy na co dzień korzystają z tej trasy.
Najbliższe dni pokażą, czy decyzja o likwidacji przejść przyniesie oczekiwane efekty, czy też – jak obawiają się radni – problem prędkości pozostanie nierozwiązany. Jedno jest pewne: temat bezpieczeństwa na Baraniaka z pewnością nie zniknie z agendy lokalnych dyskusji.
Informacje przekazał Miejski Inżynier Ruchu w Poznaniu.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!