Ostre cięcie przy Marcelińskiej. Mieszkaniec: to byli rzeźnicy. ZDM przyznaje: wykonawca dostał karę
Mieszkaniec ul. Marcelińskiej od 18 lat obserwuje zmiany w swojej okolicy, ale tego, co zobaczył w czerwcu, nie spodziewał się nikt. Żywopłot, który przez lata stanowił naturalną barierę między jezdnią a chodnikiem, został brutalnie ścięty. Teraz – jak twierdzi – miejsce przypomina pobojowisko, a firma, która miała dbać o zieleń, zachowała się jak „rzeźnicy”. Sprawą zainteresowaliśmy Zarząd Dróg Miejskich.
„To byli rzeźnicy, nie ogrodnicy” – mieszkaniec oskarża wykonawcę
Sławomir, bo tak przedstawił się Czytelnik, zgłosił się do naszej redakcji z bulwersującą historią. Na wysokości numerów 79–85 przy ul. Marcelińskiej firma ogrodnicza działająca na zlecenie miasta ścięła krzewy w sposób, który – według niego – nie ma nic wspólnego z fachowym przycinaniem. – Mieszkam tu 18 lat i to było naprawdę straszne cięcie – mówi z oburzeniem.
Jak dodaje, krzewy zostały pozbawione zielonych części, a mimo upałów udało im się przetrwać.– Nosiłem się z zamiarem wysłania zdjęć do ZDM, ale pisanie do tej instytucji jest mało skuteczne – tłumaczy Sławomir. Jego zdaniem pozostawiony bałagan świadczy o braku profesjonalizmu ekipy, którą nazywa „rzeźnikami”.
To byli rzeźnicy, a nie ogrodnicy.
Sławomir, mieszkaniec ul. Marcelińskiej
Dlaczego miasto zleciło tak radykalne cięcie? Wyjaśnienia ZDM
Skontaktowaliśmy się z Zarządem Dróg Miejskich, aby poznać oficjalne stanowisko. Jak wyjaśnia Bartosz Szczepaniak, prace były odpowiedzią na zgłoszenia mieszkańców. – Potrzeba ich wykonania wynikała ze zgłoszeń, w których wskazywali, że gęsty żywopłot ogranicza widoczność osobom wychodzącym z osiedla na chodnik wzdłuż ul. Marcelińskiej – mówi przedstawiciel ZDM.
Dodatkowo krzewy rosły bardzo blisko krawędzi chodnika, co wymusiło przycięcie również z boku, aby zachować odpowiednią szerokość przejścia. – Rosnący w tym miejscu ligustr pospolity jest gatunkiem dobrze znoszącym nawet silne cięcie. Dzięki temu szybko się regeneruje, wypuszcza nowe pędy i z czasem staje się gęstszy – zapewnia Szczepaniak. ZDM podkreśla, że podobne prace prowadzono już wcześniej m.in. przy ul. Grochowskiej (od Marcelińskiej do Świt) oraz przy ul. Rycerskiej, gdzie przyniosły oczekiwany efekt.
Już po miesiącu od wykonania prac widoczne były nowe przyrosty, co potwierdza, że krzewy prawidłowo zareagowały na zabieg.
Bartosz Szczepaniak, Zarząd Dróg Miejskich
Wykonawca nie dotrzymał standardów – miasto nakłada karę
Choć ZDM broni samej koncepcji cięcia, przyznaje, że sposób wykonania pozostawiał wiele do życzenia. – Prace były prowadzone z opóźnieniem, a ich wykonanie oraz uprzątnięcie terenu po zakończeniu robót nie spełniały wymaganych standardów – przyznaje Bartosz Szczepaniak. W związku z tym wobec wykonawcy zastosowano sankcje finansowe.
– Naliczyliśmy wykonawcy karę umowną – kończy przedstawiciel ZDM. Miasto nie ujawniło jednak jej wysokości ani nazwy firmy, która dopuściła się zaniedbań. Mieszkańcy liczą, że takie sytuacje nie będą się powtarzać, a urząd będzie skuteczniej nadzorował zewnętrzne ekipy.
Dla lokalnej społeczności sprawa ta ma szerszy wymiar – pokazuje, jak krucha jest granica między dbałością o bezpieczeństwo a dewastacją zieleni. W mieście, które stawia na ekologię i jakość życia, każdy taki przypadek budzi emocje i rodzi pytania o kontrolę nad wykonawcami. Na razie żywopłot przy Marcelińskiej powoli się regeneruje, ale ślad po „rzeźnickim” cięciu pozostanie w pamięci mieszkańców na długo.
Informacje przekazał Zarząd Dróg Miejskich w odpowiedzi na pytania redakcji.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!