Piętnasty bieg charytatywny w Hongkongu. Ponad 900 tysięcy dolarów na pomoc dzieciom i potrzebującym
Czy można przebiec 684 kilometry w tropikalnym upale, wilgotności sięgającej 95 procent i po górzystych szlakach, by pomóc nieznajomym? Uczestnicy Lions Charity Run udowadniają, że tak – i robią to już od piętnastu lat. Tegoroczna edycja, rozegrana w Hongkongu, była kolejnym rozdziałem globalnej akcji, która od początku istnienia zgromadziła ponad 900 tysięcy dolarów na wsparcie dzieci w Polsce, w Europie i w wielu krajach świata.
Rekordowa meta i globalne zaangażowanie
W ciągu wszystkich dotychczasowych edycji biegacze pokonali łącznie 11 777 kilometrów w 21 krajach na pięciu kontynentach. Tegoroczna wyprawa do Hongkongu miała przynieść 556 kilometrów, ale ostatecznie uczestnicy przebiegli 684 kilometry – więcej niż planowano. Warunki były ekstremalne: temperatura przekraczała 30 stopni Celsjusza, wilgotność dochodziła do 95 procent, a część tras wiodła przez tereny górzyste. Pogoda zmieniała się błyskawicznie – w ciągu kilku minut słońce ustępowało miejsca deszczowi i silnemu wiatrowi.
Dni zaczynały się przed szóstą rano. Każdy uczestnik musiał mieć przy sobie całe wyposażenie, by reagować na nagłe zmiany aury. – Musieliśmy zachować żelazną dyscyplinę. Wychodząc rano, trzeba było mieć przy sobie wszystko, bo w ciągu pięciu minut mogło pojawić się słońce, deszcz, wiatr, a potem znowu słońce – relacjonowała Karolina Barałkiewicz-Sokal, członkini rodziny zaprzyjaźnionej i wolontariuszka związana z domem dziecka w Kórniku-Bninie.
Dwa cele, jedna misja – terapia dzieci i inteligentna kuchnia społeczna
Każda edycja Lions Charity Run koncentruje się na konkretnych projektach: jednym lokalnym w kraju, w którym odbywa się bieg, i jednym w Polsce. W tym roku środki zbierane są na psychoterapię i terapię dla wychowanków domu dziecka w Kórniku-Bninie – placówki, z którą Karolina Barałkiewicz-Sokal jest związana od ponad dziesięciu lat. – Terapia jest dla tych dzieci bardzo ważna. To miejsce jest mi osobiście bliskie, dlatego zdecydowaliśmy, że właśnie na ten cel będziemy zbierać środki w Polsce – wyjaśniała.
Drugim projektem jest stworzenie w Hongkongu tzw. smart kitchen – inteligentnej kuchni społecznej. Ma ona nie tylko wydawać bezpłatne posiłki osobom ubogim i bezdomnym, ale też pełnić funkcję edukacyjną. Młodzież w trudnej sytuacji życiowej będzie tam zdobywać praktyczne umiejętności kulinarne, które mogą pomóc w znalezieniu zatrudnienia w rozwiniętej branży gastronomicznej Hongkongu. – To nie jest wyłącznie kuchnia, która wydaje darmowe posiłki. To również miejsce edukacji dla młodzieży, która chce w przyszłości zostać kucharzami – podkreślał Mariusz Szeib, organizator akcji.
Trud fizyczny jako symbol solidarności
Lions Charity Run nie jest typowym wyścigiem. Nie ma tu podium ani rywalizacji. Biegacze poruszają się razem, w zespole, utrzymując wspólne tempo. – Nie chodzi o to, kto jest pierwszy, lepszy czy najszybszy. Chodzi o to, żeby przebiec zadeklarowane kilometry razem, ramię w ramię, i pokazać solidarność – tłumaczył Mariusz Szeib. Hasłem akcji jest „We run, we serve” – biegamy i pomagamy.
Trud fizyczny ma głęboki wymiar symboliczny. Po zakończeniu etapu biegacze mogą odpocząć, wziąć prysznic, przebrać się w suche ubrania. Osoby, którym pomagają, często nie mają dostępu do podstawowego wsparcia ani bezpiecznych warunków. – My po biegu możemy się umyć, przebrać i poczuć jak nowi. Dzieci, które wspieramy, ten przysłowiowy prysznic muszą dostać od nas. Potrzebują czasem znacznie więcej niż tylko kropli wody – zaznaczali uczestnicy.
Zasada 100 procent – przejrzystość i zaufanie
Wszystkie koszty podróży, zakwaterowania i udziału w biegu pokrywają sami uczestnicy. Obowiązuje zasada 100 procent – każda wpłacona złotówka trafia bezpośrednio do beneficjentów, a nie na wydatki organizacyjne czy wynagrodzenia. – Sto procent pieniędzy, które otrzymujemy, trafia do osób, którym pomagamy. Koszty biegu każdy uczestnik pokrywa we własnym zakresie – podkreślił Mariusz Szeib.
Po zakończeniu zbiórek organizatorzy przedstawiają szczegółowe raporty i pokazują miejsca, do których trafiło wsparcie. Dzięki temu darczyńcy mogą na własne oczy zobaczyć efekt swoich wpłat. – Kiedy ktoś później widzi, że przekazane pieniądze przełożyły się na realne działanie, jest to naprawdę bardzo dobre uczucie – mówiła Karolina Barałkiewicz-Sokal.
Międzynarodowe projekty i plany na przyszłość
Działacze Lions Club mają na koncie liczne inicjatywy na całym świecie. Wcześniej wspierali budowę szkół w Nepalu, Tanzanii i Rwandzie, a kolejne placówki powstają w Brazylii i Kambodży. W 2024 roku uczestnicy Lions Charity Run pobiegli z Warszawy do Brukseli, upamiętniając 20. rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Podczas tej edycji zebrano około 200 tysięcy dolarów na protezy dla osób poszkodowanych w wyniku wojny w Ukrainie.
Organizatorzy rozważają już kolejny bieg – tym razem w Afryce, prawdopodobnie w Kenii. Pozwoliłoby to rozszerzyć inicjatywę na szósty kontynent. Pomysł wiąże się z planowanym spotkaniem Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz zaangażowaniem przedstawicieli Lions Club z tego kraju. – Nie możemy pomóc każdemu, ale możemy pomóc chociaż komuś. Jeżeli każdy z nas pomoże komuś, to razem pomożemy każdemu – podsumował Mariusz Szeib.
Dlaczego to ważne dla lokalnej społeczności? Wsparcie dla domu dziecka w Kórniku-Bninie to nie tylko pomoc konkretnej placówce, ale też wzór zaangażowania społecznego, który inspiruje innych. Mieszkańcy naszego regionu mogą mieć pewność, że każda złotówka przekazana na ten cel trafi tam, gdzie jest najbardziej potrzebna – dzięki przejrzystym zasadom i wieloletniej tradycji akcji.
Zbiórka wciąż trwa. Wpłat można dokonywać na polski cel realizowany przez Lions Club Poznań Rotunda oraz na projekt w Hongkongu. Po zakończeniu zbiórek organizatorzy opublikują szczegółowe sprawozdanie. Lions Charity Run pokazuje, że sport może być nie tylko próbą wytrzymałości, ale także potężnym narzędziem solidarności i realnej zmiany.
Informacje przekazał Lions Club Poznań Rotunda.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!