Protest w Kaliszu przeciwko nienawiści wobec Ukraińców. "Łączy nas solidarność, nie podziały"
Kilkadziesiąt osób stanęło w sobotę na Głównym Rynku w Kaliszu, by zaprotestować przeciwko narastającej fali agresji wymierzonej w obywateli Ukrainy. Organizatorzy przytoczyli dane, które nie pozostawiają złudzeń – w pierwszym półroczu policja odnotowała 180 zgłoszeń dotyczących przestępstw z nienawiści wobec Ukraińców, co oznacza wzrost o 30 procent w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.
„W polskich autobusach biją dzieci” – bezpośrednie sygnały z życia
Podczas demonstracji Bartosz Kornacki z Zarządu Koła Kalisz Partii Razem przytoczył wstrząsające przykłady. „W polskich autobusach biją dzieci za to, że mówią po ukraińsku, a kto staje w ich obronie, sam ląduje w szpitalu, jak ostatnio w Poznaniu. Kampania dezinformacji i nienawiści prowadzona przez Brauna i Konfederację zbiera żniwo” – mówił, wskazując na bezpośrednie konsekwencje nagonki.
Chcieli nas zakrzyczeć, ale ludzi prawdy zakrzyczeć się nie da. Nikt nienawiścią i terrorem nie zaprowadził pokoju, dlatego przyszliśmy pod ratusz z miłością do wszystkich i bez pobłażania dla tych, którzy sieją kłamstwo.
Bartosz Kornacki, Zarząd Koła Kalisz Partii Razem
Do uczestników przemawiała także Aneta Troć z Zarządu Okręgu Wielkopolskiego Partii Razem, która opowiedziała o własnym doświadczeniu bycia obcą w innym kraju. „Urodziłam się w Grecji jako córka polskich imigrantów. Moi rodzice przez lata pracowali na czarno i przebywali tam nielegalnie. Dorastałam w cieniu stereotypów: że Polacy to złodzieje, że Polacy to alkoholicy, że polska emigracja to patologia. Za każdym razem, gdy poznawałam nowych ludzi, najpierw musiałam udowadniać, że nie jestem taka, jak mnie sobie wyobrażają na podstawie mojego pochodzenia” – mówiła, apelując o empatię.
Rosyjska dezinformacja na celowniku służb – kto napędza nienawiść?
Organizatorzy demonstracji zwrócili uwagę na szerszy kontekst geopolityczny. Według ich informacji polskie służby wskazują, że nienawiść wobec Ukraińców w dużej mierze napędza Rosja. „NASK mówi wprost o operacji mającej odciąć Ukrainę od polskiego wsparcia, a ABW zatrzymała w czerwcu ludzi opłacanych z Moskwy za ustawiane antyukraińskie manifestacje” – przytaczali. Adam Jura-Czarnecki z Zarządu Okręgu Wielkopolskiego Partii Razem podkreślił, że podziały są na rękę tym, którzy chcą odwrócić uwagę od prawdziwych problemów.
Pracownik z Charkowa i pracownik z Kalisza mają jeden wspólny interes, i nie jest nim skakanie sobie do gardeł. Więcej nas łączy z Ukraińcem stojącym przy tej samej taśmie niż z miliarderem czy z Braunem. Ktoś chce, żebyśmy nienawidzili sąsiada, zamiast pytać, kto naprawdę wyjmuje nam pieniądze z kieszeni. Solidarność jest naszą bronią i dlatego pracownik nie podniesie ręki na pracownika. Musimy reagować na kłamstwa rosyjskiej propagandy, jeśli nie chcemy obudzić się w kraju, w którym duchy okrutnej historii znów stają się rzeczywistością.
Adam Jura-Czarnecki, Zarząd Okręgu Wielkopolskiego Partii Razem
Organizatorzy podkreślili, że działania dezinformacyjne są skuteczne – fala agresji rośnie, a ofiarami padają często osoby bezbronne. Dlatego, jak mówili, zdecydowali się wyjść na ulice, żeby dać wyraźny sygnał sprzeciwu.
Dane które obalają mity – uchodźcy z Ukrainy a polska gospodarka
Podczas protestu przytoczono konkretne liczby, które – zdaniem organizatorów – przeczą narracji podsycającej uprzedzenia. „Uchodźcy z Ukrainy wypracowali 2,7 procent polskiego PKB i wpłacają do budżetu więcej, niż z niego biorą, a stanowiąc około 4 procent mieszkańców kraju, odpowiadają za 1,3 procent stwierdzonych przestępstw” – wyliczyli działacze. Wzrost zgłoszeń o przestępstwach z nienawiści jest więc – w ich ocenie – efektem konkretnej kampanii, a nie obiektywnego pogorszenia bezpieczeństwa.
Organizatorzy zapowiedzieli, że nie zamierzają ustępować. „Musimy reagować na kłamstwa, jeśli nie chcemy obudzić się w kraju, w którym duchy okrutnej historii znów stają się rzeczywistością” – podsumował Jura-Czarnecki. Zapowiadana kontrmanifestacja ostatecznie się nie odbyła, a zgromadzenie przebiegło spokojnie i bez incydentów.
Dla mieszkańców Kalisza i okolic to nie tylko wydarzenie o zasięgu ogólnopolskim – w lokalnych autobusach, sklepach i szkołach na co dzień stykają się z osobami z Ukrainy. Demonstracja pokazała, że część społeczności chce budować mosty, a nie mury, i że temat nienawiści wymaga konkretnej odpowiedzi, nie tylko w stolicy, ale także w średnich miastach Wielkopolski.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!